wtorek, 6 września 2016

Nibylandia istnieje.

Po trzech miesiącach obcowania z azjatycką kulturą, nareszcie nadszedł nieprzyjemny acz wyczekiwany moment kolejnej przeprowadzki. Nie była ona ani łatwa ani przyjemna, przywodziła na myśl syzyfową pracę. Po godzinach pracy, kartonów nie ubywało a brak samochodu dawał się we znaki. Z małym poślizgiem kilku godzin daliśmy radę. Było warto!

Przechodząc obok budynku czuję się jak w duńskim Grand Hotel. Przy ogromnych drzwiach wejściowych brakuje tylko odźwiernego. Przemierzane korytarze nie rozczarowują, a wręcz pobudzają wyobraźnie. Wystrój nakłania do przywdziania sukni balowej. Jak na prawdziwy hotel przystało, odnaleźć można windę, która w kilka chwil przenosi Nas na ostatnie piętro tego wspaniałego budynku. Do miejsca, gdzie znajduje się nasz upragniony penthouse. Długi hol a na jego końcu po prawej stronie - idealny apartament. Nasze dwadzieścia trzy metry kwadratowe, są zaprojektowane tak, że niczego nam nie brakuje. Mamy tu wszystko, co potrzebne parze studentów. Od własnego aneksu kuchennego, czystego barku śniadaniowego, poprzez dwie pojemne szafy, podwójne biurko oraz dużą tablicę na istotne rzeczy nad nim. Nie zabrakło wygodnego łóżka i ogromnej ilości miejsca na ukochane książki oraz wygodnego fotela, aby w nim czytać. W wolnych chwilach możemy pooglądać "co w angielskiej trawie piszczy" dzięki temu, że na ścianie wisi telewizor. Nie zapominając o dużej i osobistej łazience, która pomieści wszystkie kosmetyki, ale także zapachowe świeczki. Czego więcej chcieć? A tak zapomniałam, idealnego widoku z okna, który również mamy z piątego piętra. To miejsce jest tak wspaniałe, że aż ciężko opisać jego doskonałość.


Mam nadzieję, że Wy, drodzy studenci, którzy zaczynacie swoją nową przygodę, znajdziecie swoją własną Nibylandię.

O.

sobota, 27 sierpnia 2016

By studenckiej tradycji stało się zadość!

Już za dwadzieścia trzy dni przyjdzie mi rozpocząć rok akademicki. Aż dwa tygodnie wcześniej niż moi rówieśnicy na polskich uczelniach. W związku z powyższym na powitanie ze zgromadzenia studenckiego dostałam trzydziesto stronicowy przewodnik. Po czym? Po społecznościach, klubach sportowych i imprezach. Zaraz, zaraz. Po imprezach? Tak! Od 5 do 21 września, codziennie  są organizowane przynajmniej po dwa eventy. Obok każdego nie zabrakło krótkiego opisu, godziny oraz informacji czy jest to wydarzenie z akompaniamentem alkoholu czy też nie.
Gdy to pierwszy raz zobaczyłam byłam trochę skonfundowana. Przede wszystkim dlatego, że nie ma pojęcia jak można przez 17 dni bez przerwy imprezować? Wiem, że nie wszyscy będą na nie uczęszczali codziennie, ale mogę się założyć, że znajdą się imprezowe bestie, które nie opuszczą ani jednej zabawy. A co ze mną? Osobiście nie czuję się dobrze "na baletach", więc w tym czasie wracam do Polski. Na moje małe wakacje. Myślę, że ten czas dobrze mi zrobi przed rozpoczęciem studiów. W związku z tym nie mam dużego pola do wyboru spośród tych przedstawionych w ulotce. Jednak zdążyłam się na kilka z nich zdecydować, a mianowicie: wieczorno-nocne spotkanie w studenckim barze na moim kampusie z muzyką i drinkami, Piżama Party z prawdziwego zdarzenia, charytatywny bieg z kolorowym pudrem, wieczór z quizami, Harry Potter party, popołudnie z ciastem i ręcznym tworzeniem rzeczy oraz wieczór filmowy. Naprawdę nie mogę się tego wszystkiego doczekać. Z dnia na dzień przybywa mi entuzjazmu! w związku z wyjazdem jest też kilka przyjęć, na których być nie mogę, ale cóż, nie można mieć w życiu wszystkiego czego chcemy. Ale zawsze możemy czerpać radość z tego co mamy, kim jesteśmy i jakie mamy priorytety!

wtorek, 23 sierpnia 2016

Długoterminowa inwestycja.


Będąc studentem w Anglii, otrzymujemy nieskończoną ilość przywilejów. Zdziwiłam się, że są oni tutaj niesamowicie ważną grupą społeczną. Do jakiegokolwiek sklepu się nie wejdzie, dostajemy rabaty. Bywają nawet miejsca, gdzie darmowe pączki. I to tutaj naprawdę genialnie funkcjonuje. Jako że nie posiadam jeszcze karty studenckiej z mojego uniwersytetu, byłam rozczarowana tym, że nie mogę korzystać ze zniżki na bilety autobusowe. Jeżdżę codziennie do pracy więc jest mi ona niezbędna. Odnalazłam w internecie kartę NUS. Wydaje ją organizacja studencka, która współpracuje ze znanymi markami i zapewnia nam kolejne zniżki. Tak, jest ich jeszcze więcej. I to właśnie dzięki niej rozwiązałam problem z transportem. Ale to nie wszystko. Aktualnie przy zakupie powyższego plastiku otrzymujemy na odwrocie międzynarodową legitymację studencką ISIC, która daje nam możliwość ulgi na obszarze międzynarodowym, co jest równe z jeszcze większą ilością upustów. Nie są one jednak bezpłatne. W związku z łączoną promocją za obie karty zapłaciłam tylko 12 funtów (ważność 12 miesięcy), co zwróciło mi się od razu po zakupie przejazdówki. Nie wspominając o tym ile można zaoszczędzić na ubraniach, elektronice, jedzeniu czy podróżach.

Będąc międzynarodowym studentem naprawdę warto zainwestować w taki mały prostokąt i nosić go zawsze przy sobie w portfelu.

O.

wtorek, 16 sierpnia 2016

List z mojego Hogwartu.

"Tam jest lista wszystkiego, co Ci będzie potrzebne. Harry rozłożył drugi arkusz papieru, którego uprzednio nie zauważył i przeczytał:[...] 

     różdżka;
     kociołek;
     zestaw szklanych lub kryształowych fiolek;
     teleskop;
     miedziana waga z odważnikami.

Studenci mogą także mieć jedną sowę albo jednego kota, albo jedną ropuchę..."



Wczoraj odnalazłam w skrzynce pocztę. Internetowy list. Gdy zobaczyłam, że jest z uczelni, bardzo się ucieszyłam, ponieważ wszystko, co przychodzi stamtąd jest dla mnie wyczekiwane niczym korespondencja z Hogwartu, na którą nadal niektórzy czekają.
Po otworzeniu okazało się, że znajduje się tam wiele ważnych, jak nie najważniejszych informacji odnośnie rozpoczęcia nowej przygody. Na pierwszym miejscu była lista kierunków, z którymi będę miała zajęcia na roku zerowym. Dopiero po 12 miesiącach rozejdziemy się na wybrane studia. Następnie kilka instrukcji dotyczących rejestracji. Najmilszym zaskoczeniem było to, że została tam dołączona krótka notka od osoby, która ma pod opieką cały rok zerowy. Co zawierała? Gratulacje, zapewnienie, że wydział jest pełny rozentuzjazmowanych wykładowców oraz informacje odnośnie specjalnych zajęć zapoznawczych i zapewnieni, że wszyscy już na Nas czekają. Bardzo sympatyczny gest. Poniżej wieść, iż plan będzie dostępny na 12 dni przed rozpoczęciem roku, czyli 7 września. Oczywiście nie mogę się doczekać, aż go poznam! Ku memu zdziwieniu, poniżej ukazała się moim oczom lista zawierająca aż 21 pozycji, z rzeczami, które musimy nabyć. Jesteśmy zobowiązani, aby zaopatrzyć w przedmioty do rysowania, szkicowania oraz modelowania 3D. Niesamowicie się cieszę, że spędzę rok na nauce tych umiejętności. Jak dla mnie - sama przyjemność! Na ostatniej stronie został umieszczony tytuł książki, którą warto przeczytać przed rozpoczęciem roku i dlaczego. Od razu pobiegłam po nią do biblioteki. Przy okazji rozruszam się z "profesjonalnym" słownictwem i nazewnictwem. Ciekawym załącznikiem do całego listu było wytłumaczenie jak trafić do poszczególnej sali, mając w zanadrzu tylko jej dziwną numerację. Nie zabrakło skróconej wersji kalendarz roku akademickiego. Z niecierpliwością wyczekuję września jak nigdy dotąd! 


O.

środa, 3 sierpnia 2016

Angielskie zakończenie studiów.

Wybaczcie, że trochę mnie tu nie było (nie tak trochę, bo prawie cały miesiąc). Zrobiłam sobie najzwyklej w świecie wakacje. Nie wiem czy powinnam robić aż tak długą przerwę, ale stało się. Tymczasem jestem z powrotem.


Co wydarzyło się od 10 lipca? Ano uczestniczyłam w uroczystości ukończenia studiów mojego Lubego. Zostałam na nią zaproszona więc grzechem i wielkim nietaktem byłoby nie iść. Tym bardziej, że było to niezwykłe przeżycie. Chyba nie można sobie wymarzyć lepszego zwieńczenia swojej kilkuletniej nauki.


Ceremonia rozpoczynała się o godzinie 10.00 w Katedrze Bristolskiej, ale trzeba było być jak to zwykle bywa, trochę wcześniej. Przede wszystkim po to, aby zrobić pamiątkowe zdjęcia, a następnie znaleźć swoje miejsce, bo były numerowane, a każdy uczestnik wcześniej dostawał swój bilet.  Po zajęciu miejsc, rozbrzmiała muzyka klasyczna, a środkiem zaczęli przechodzić wykładowcy w osobliwych strojach Swoją drogą nie wiem, czy profesorowie na polskich uczelniach, zgodziliby się przyodziać w takie szaty i berety. Tutaj to jednak tradycja. Po wygłoszeniu przemówień, przyszedł czas na rozdanie dyplomów - tak chciałoby się powiedzieć czy napisać, ale jednak tak nie było. Świadectwa ukończenia studiów dostaje się... pocztą! Jednak w czasie uroczystości, nie zabrakło wychodzenia pojedynczo do osoby (kogoś w rodzaju dziekana) i podawaniu mu rąk złożonych jak do pacierza, aby zostały objęte przez jego dłonie. Bardzo mnie to zaintrygowało i zrobiłam poszukiwania w internecie, jednak nie znalazłam niczego na temat tego gestu. Tradycyjnego zapewne.

Po wyczytaniu wszystkich i ich powrocie na miejsca, wykładowcy zaczęli zbliżać się do wyjścia, za nimi absolwenci, a następnie wszyscy zebrani goście. Kiedy przechodziło się przez ogromne drzwi katedry, trafiało się do klimatyzowanego, dużego namiotu, a tam na wszystkich czekał szampan i drobny poczęstunek. Było to czas na gratulacje, rozmowy z rodziną i przyjaciółmi, wykładowcami, wspólne zdjęcia na tle uniwersyteckiej ścianki. No i oczywiście nie obyłoby się bez stoisk z gadżetami uniwersytetu. Następnie chwila i kilka zdjęć na równo skoszonej trawie, na świeżym powietrzu i w końcu można zamknąć a zarazem rozpocząć kolejny rozdział swojego życia. 


O.