niedziela, 10 lipca 2016

Wiewiórkowy zawrót głowy.

Zawsze lubiłam naturę. Od małego otaczałam się nią w każdy możliwy sposób. A to przynosiłam do domu kwiaty, które sama zerwałam na łące. Niesamowite były dla mnie dni, które mogłam spędzić na pobliskiej wsi, wśród roślin i zwierząt na farmie. Tak mi to już zostało, że czuję się naprawdę świetnie, kiedy mogę przebywać otoczona fauną i florą. Nawet w liceum, gdy przyszło mi wybierać przedmioty rozszerzone wybrałam biologię, choć jak się później okazało niepotrzebnie. Mimo to nie żałuję tych wszystkich godzin, dni, miesięcy, tych dwa lat, kiedy to zagłębiałam się w tajniki przyrodniczego świata.

Jak już wcześniej pisałam, Bristol jest niesamowitym miastem pod względem różnorodności biologicznej organizmów. Znajduje się tutaj również wiele parków, w których tętni życie. Kilka dni temu, w porze lunchu, zrobiliśmy małą wyprawę do jednego z nich. Pół mili pod górkę i byliśmy na miejscu. Pierwsze, co rzuciło nam się w oczy to widok z tego miejsca.


Jako, że było wczesne popołudnie, zabraliśmy ze sobą pokrojone marchewki, fistaszki w skorupkach oraz drożdżówki. Wspaniale jest przekąsić coś w takim miejscu. Gdy znaleźliśmy ławkę w pośród drzew, zajęliśmy ją. Chwilę później dostrzegliśmy, iż mamy towarzystwo w postaci gołębi. Po dłuższych obserwacjach, stwierdziliśmy, że gołębie to szczury nieba.. Zebrało się ich tyle, że moglibyśmy spokojnie nadać sobie miano władcy tych ptaszyn. Nie minęło pół godziny, a obok nas zaczęły pojawiać się wiewiórki. Jedna po drugiej. Wychylały się z zainteresowaniem zza pni drzew, Podchodziły bliżej. Jako, że mieliśmy całą paczkę orzeszków ziemnych, grzechem byłoby nie podzielenie się nimi z tak uroczymi, szarymi gryzoniami. Dlaczego nie rudymi? W Wielkiej Brytanii występuje głównie odmiana wiewiórki szarej. Faktycznie, już na pierwszy rzut oka, różnią się one od tych polskich. Wracając do głównego wątku - częstowanie ich byłoby niezmiernie przyjemne. Za każdym razem, kiedy ich łakomstwo przezwyciężało i podchodziły na tyle blisko, aby zabrać pokarm, jedną łapką łapały za mój palec. Uciekały na drzewo, a następnie schodziły po więcej. Zanim się spostrzegliśmy, nie wiadomo skąd pojawiła się ich cała gromada! 


Ten park zdecydowanie został moim ulubionym! Nie tylko ze względu na zwierzęta. Również dlatego, że rosną tam niesamowicie piękne okazy dzikich kwiatów. Jest tam cisza i spokój, czasami ktoś przechadza się ze swoim czworonogiem. Idealny obszar do odpoczynku. Następnym razem koniecznie trzeba zorganizować tam piknik!


O.

środa, 6 lipca 2016

"Hura, hura matura!"

Wczoraj był ten dzień, od którego zależy naprawdę wiele w życiu tegorocznych maturzystów. Upragnione i wyczekiwane wyniki z matur. Jako że pewnie jak wiele innych osób, nie mogłam się doczekać moich rezultatów, dzielnie wyczekiwałam godziny udostępnienia ich na stronie Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej. I tu w najmniej spodziewanym momencie ukazał się link przenoszący mnie do tej ogromnej tajemnicy. I.. pierwsze wrażenie: czemu to jest podane w punktach?! Ile ich było do zdobycia za poszczególny arkusz? Zjeżdżam niżej, cała tabelka z procentami, chwila zawahania i.. już wszystko jasne! Każdy przedmiot zdany i to jak świetnie! Od razu sprawdzam rozszerzony angielski i oddycham z ulgą. To on zaprzątał mi przez cały okres wyczekiwania głowę. Jak widać  - niepotrzebnie. 

Nie wierzę, że oficjalnie zakończyłam już obowiązkową naukę. Jak sobie pomyślę, to było tyle lat.. Tyle nerwów, nauki, wiedzy, sprawdzianów, egzaminów. To już za mną. Rozpoczynam całkiem nowy etap w moim życiu. Będę pisała nowy rozdział. Zapowiada się obiecująco. Nie wybiegam jednak za daleko w przyszłość, bo jak wiadomo życie lubi pisać różne scenariusze.

Jestem naprawdę szczęśliwa, że egzamin dojrzałości poszedł mi tak, jak chciałam. Spełniłam wszystkie wymagania, aby studiować na mojej wymarzonej, brytyjskiej uczelni. Teraz tylko czekam na formalne potwierdzenie, że zostałam przyjęta. 

O.


sobota, 2 lipca 2016

Nowy towarzysz na najbliższy czas.

Czym jest szczęście? Dla każdego to będzie coś innego. Jest czymś ciężko uchwytnym, splotem pomyślnych okoliczności. Ale czy możemy codziennie to odczuwać?  Czy jest coś, co może pomóc nam czerpać radość z każdego nadchodzącego dnia? Oczywiście!

Wraz z początkiem lipca rozpoczął się sezon na kalendarze 2016/2017. Jak powszechnie wiadomo mój pedantyzm i zorganizowanie wymaga posiadania terminarza. Jest to dla mnie jeden z ważniejszy zakupów w ciągu roku. Na ten czas postanowiłam obdarować się najlepszym plannerem, jaki kiedykolwiek miałam okazję mieć!

Zdjęcie ze strony producenta
Przybył do mnie w miętowym kartoniku, szczelnie zapakowany. Gdy zdjęłam pokrywę moim oczom ukazały się złożone na pół karty A4 z nagłówkami typu "zmień swoje nawyki w 30 dni", "moje cele" itp. Następną warstwę stanowił już planner. Jest on ślicznie wykończony na rogach, aby nie niszczyły się one podczas podróży w torebce. To, co rzuca się w oczy to zdecydowanie jego grubość. Nie należy do tych najcieńszych. Wygląda naprawdę solidnie. A co z treścią? Już od pierwszych stron widać, że mamy do czynienia z notesem, który będzie pomagał nam czerpać radość z każdego dnia. Na początku robimy rachunek sumienia i odpowiadamy na kilka pytań np. "Co sprawia, że jesteś szczęśliwy/a?" Po kilku stronach na refleksje, przechodzimy do głównej części. Miesiąc zaczyna się od zestawienia wszystkich dni. Wypełniamy krótką tabelkę jak czujemy się na początku nowej części roku. Następnie każdy dzień umieszczony jest na osobnej stronie. Oprócz daty, widnieje tam również cytat, a także główny cel, posiłki, plan dnia, rzeczy do zrobienia czy miejsce na dobre rzeczy, które zdarzyły się dzisiaj oraz notes na własne, mniej lub bardziej ważne notatki. 

Jestem pod ogromnym wrażeniem jeśli chodzi o jego wygląd, układ stron i treść. Świetnie, że w najbliższym czasie to właśnie on stanie się moim towarzyszem przez, miejmy nadzieję, szczęśliwe dni, miesiące.

O.