wtorek, 31 maja 2016

Papierologia.

Dzień rozpoczęłam wcześniej niż zwykle, gdyż i ja, i mój narzeczony mieliśmy poumawiane spotkania - ja w Job Centre, a On miał rozmowę o pracę. O ile do miejsca, gdzie udawałam się ja nie trzeba się ubrać "na galowo", o tyle na przesłuchanie w sprawie pracy już tak. Normalka.

Minęło osiem dni od telefonu w sprawie NIN'u. Pewnie spotkanie miałabym umówione na poniedziałek, gdyby nie to, że był dzień wolny od pracy z okazji tego, że no przecież mamy wiosnę, więc trzeba to uczcić ; ) Na umówioną wizytę nie poszłam sama - zawsze dobrze jest mieć kogoś pod ręką w razie gdyby urzędnik mówił na tyle niewyraźnie, że miałabym problem go zrozumieć. Na szczęście taka sytuacja nie miała miejsca. Mimo lekkiego mamrotania, nie miałam problemu, aby odszyfrować o co mnie pyta. Więc gdy usiadłam, biurokrata mi się przedstawił, powiedział, że mu miło i rozpoczął procedurę. Najbardziej podobała mi się weryfikacja mojego zdjęcia paszportowego, gdyż jak powszechnie wiadomo wyglądają one jak z kryminału. A ja grzecznie siedziałam, uśmiechając się, aż wreszcie po chwili, została mi zwrócona uwaga, abym się nie uśmiechała, bo on nie może porównać fotografii z rzeczywistością. Ciekawe podejście, bo poinformowałam, iż mam inne dokumenty, na których widać mój uśmiech, ale on wolał paszport. Mimo mego dokumentu w swojej ręce, rozpoczęła się seria podstawowych pytań: nazwisko, imiona, czy miałam kiedyś jakiekolwiek inne imię, narodowość, czy jestem mężatką, aktualny adres zamieszkania, numer telefonu, kiedy przyjechałam na stałe i czy pracuje. Po omówieniu tych kwestii, sprawdziłam formularz, mój dokument został skserowany, złożyłam dwa podpisy. Następnie dostałam dokument dot. tego, że mój NIN jest w trakcie wyrabiania i przyjdzie pocztą w ciągu czterech tygodni.

Szczerze to myślałam, że będzie to inaczej wyglądało. A to był zwykły, gotowy kwestionariusz do wypełnienia przez osobę do tego uprawnioną. Oczywiście to, co mnie pozytywnie zaskoczyło, to fakt, że wszyscy pracownicy byli bardzo sympatyczni, panowała tam zupełnie inna atmosfera, niż ta, która jest mi doskonale znana z Polski. Jak tak wygląda załatwianie papierkowych spraw tutaj, w Anglii to mogę to robić naprawdę codziennie.

Miałam dodać post w weekend, lecz nie miałam dostępu do internetu, gdyż udałam się w małą wyprawę do Cardiff. Piękne miasto. Szkoda, że widziałam je tylko od jednej strony. Mam nadzieję, że to nadrobię i zachwycę się jeszcze nie jednym walijskim widokiem.


O. 


wtorek, 24 maja 2016

Powitałam Anglię.

I oto jestem! Ponad dwie doby w nowym miejscu, w innym państwie. I jak? Cóż, żeby być szczera na pewno muszę podkreślić to, iż jak na razie czuję się jakbym była na wakacjach. Ale niedługo to powinno się zmienić.

Pierwsze, od czego zaczęłam były zakupy artykułów do higieny tj. żel pod prysznic, szampon - nie opłacało mi się kompletnie tego targać z Polski. I tak moje walizki były tak ciężkie, że po wyjściu z samolotu pewna starsza Pani zaproponowała, że moją torbę weźmiemy razem - ja za jedno ucho, ona za drugie. Gdyby nie jej pomoc, nie wiem czy dałabym sama sobie radę. 
Oczywiście będąc tu nie obejdzie się bez zakupu karty do telefonu. Bez tego ani rusz.
Następnie zabrałam się za aplikowanie po NIN, czyli numer przypisany każdej osobie, która chce pracować na terenie Anglii, stanowiący również formę ubezpieczenia. Bez niego legalnej pracy nie znajdę, więc jest to obowiązek dla każdego, kto chce podjąć pracę. Termin spotkania mam wyznaczony na wtorek, więc na pewno w kolejnym poście podzielę się z Wami moimi przeżyciami. Podczas wczorajszej krótkiej rozmowy z urzędnikiem, zostały mi zadane pytania tj.

  • Narodowość
  • Czy przebywam aktualnie w Anglii?
  • Dlaczego chcę pracować w Anglii?
  • Kiedy pierwszy raz przyjechałam na stałe?
  • Imię, drugie imię, nazwisko
  • Data urodzenia
  • Stan cywilny
Rozmowa zakończyła się podaniem numeru referencyjnego oraz oznajmieniem mi kiedy mam się stawić na rozmowę.

A tak z innej beczki to za każdym razem, kiedy przyjeżdżałam do Anglii miałam ogromny problem, żeby opanować stres i żeby cokolwiek powiedzieć. I wydaje mi się, że dzięki maturze ustnej z angielskiego się to zmieniło - była to najbardziej stresująca z matur jak dla mnie, ale nie było innej opcji - musiałam mówić. Byłam pozytywnie zaskoczona wynikiem 29/30 punktów. I to był moment przełomowy jeśli chodzi o porozumiewanie się w tym języku. Przez te ostatnie dni widzę jak dużo się zmieniło od mojego ostatniego pobytu. Jasne, że nie jest to idealne. Pogodziłam się z tym, że nigdy nie będzie perfekcyjne. Może za to stawać się co raz lepsze, ale tylko trening czyni mistrza. 


O.

sobota, 21 maja 2016

Żegnaj Polsko..

Do wylotu zostało kilkanaście godzin. Walizki spakowane, a raczej upchane. Paczka już dawno wysłana. Ostatnie dni spędziłam przede wszystkim z rodziną oraz przyjaciółmi. Również dopinałam resztę spraw na ostatni guzik. Dużo się działo, nie powiem, że nie. 

Na przykład ścięłam włosy. I to nie tak, że końcówki, a ubyło mi 40 cm! Była to bardzo spontaniczna decyzja, kiedy dowiedziałam się, że w moim mieście potrzebne są włosy na perukę dla chorej osoby. Mi one odrosną, a dla kogoś mogą stać się pomocą w walce - sama poprawa samopoczucia jest podczas leczenia ważna, aby mieć siłę do dalszej terapii. Jestem pewna, że w każdym mieście znajdzie się fryzjer, który to będzie udzielał się w takich akacjach. Dlatego już dziś zachęcam Was do tego, aby podarować komuś te kilka centymetrów!

Ogromnym wyzwaniem okazało się spakowanie walizki oraz torby podręcznej. Nie dość, że się nie domykała to jeszcze przekraczała limit wagowy! Po wysłaniu paczki, która ważyła 27 kg, nie myślałam, że będę jeszcze miała taki problem z bagażem do nadania. W ogóle to nie wiedziałam, że mam tak ogromną ilość ubrań. Gdy były w szafie wydawało mi się, że jest ich o wiele mniej. Ciekawa jestem gdzie ja je teraz pomieszczę?

Następnym aspektem było to, że jestem na co dzień bardzo zorganizowana. Każdy, kto mnie zna, może to zdecydowanie potwierdzić. A tu proszę! Niespodzianka przed przeprowadzką. Moim życiem zawładnął chaos. Do tego stopnia, że jeszcze dzisiaj byłam w sklepie, bo to coś z leków mi się przypomniało, czy nie zakupiłam podstawowej rzeczy - szczoteczki do zębów. Koszmar. Jestem przerażona, jak bardzo nieogarnięte były ostatnie dni. 

Ale to właśnie one były również przepełnione czasem spędzonym z najbliższymi mi osobami. Osobami, za którymi będę ogromnie tęsknić i odczuwać ich brak na każdym kroku. Jestem bardzo rodzinną osobą, więc jest mi ciężko wyobrazić sobie, jak to mój nowy rozdział życia będzie wyglądał, kiedy będziemy od siebie oddaleni o tysiące kilometrów. Niby tylko dwie i pół godziny drogi samolotem, ale wiadomo, że w praktyce to nie wygląda tak kolorowo. Oczywiście nie zapominam o przyjaciołach, z którymi spędziłam genialne godziny, dni, miesiące i lata. Mam nadzieję, iż wiecie, że jesteście nie do zastąpienia. Nasze drogi na razie się rozchodzą, ale liczę na to, że jak najczęściej będą się ze sobą krzyżować. 

Żegnaj Polsko..



O.

wtorek, 17 maja 2016

Przygotowania pełną parą.

Do przeprowadzki pozostało już tylko 5 dni. Mam ręce pełne roboty! Nie miałam pojęcia jak wiele spraw trzeba załatwić i ile rzeczy ogarnąć. Szczególnie gdy urzędniczki nie ułatwiają zadania i o wszystko trzeba walczyć.. Ostatnie chwile, aby dopiąć wszystko w szkole, w szczególności słynne obiegówki. No i oczywiście gruntowne sprzątanie, odkładanie rzeczy na 2 kupki - zostawiam, zabieram. Nie jest to tak proste jak myślałam. Dużo rzeczy ląduje w koszu na śmieci. Na przykład niemożliwa ilość zachomikowanych zeszytów nawet z podstawówki (!), bo przecież wszystko się może kiedyś przydać. Już teraz mają tylko wartość sentymentalną.

Trudno jest spakować wszystko, co chcę w bagaż o limicie wagowym 25 kg. Na szczęście jest możliwość zrobienia i wysłania paczek, co bardzo ułatwia sprawę. Teraz już tylko albo aż muszę wszystko logistycznie popakować, tak abym się w tym nie pogubiła.

Nie mogę zaakceptować tego, że książki zostają. Codziennie, gdy się budzę widzę je, stanowią nieodłączony element mojego życia. Tymczasem musiałam wybrać kilka lektur, które będą mi towarzyszyć w czasie najdłuższych wakacji. Mam nadzieję, że zdążę poznać bohaterów i przenieść się do całkiem innych światów. Nie wiem czy będę w stanie przerzucić się na czytanie w języku angielskim. Myślę, że trochę wody upłynie, zanim to nastąpi. Jedno muszę przyznać. Wiem, że nie ocenia się książki po okładce, ale jestem wzrokowcem, więc ma to jakiś wpływ na mnie. Czytadła, oczywiście nie wszystkie, nie mają aż tak atrakcyjnych okładek, jak te polskie. Może kiedyś ja zajmę się tym, aby emanowały pięknem? Cóż, nie zniechęci mnie to pewnie do tego, aby przesiadywać w księgarni i polować na nowości i ciekawe tytuły.



Zbierałam bestsellery z ostatnich kilku miesięcy ale i te starsze pozycje. Nie miałam czasu ich czytać, więc teraz wpakowałam je do kartonu, który za jakiś czas powitam w moim nowym miejscu zamieszkania.  



O.

czwartek, 12 maja 2016

Koniec stanowi początek czegoś innego.

Maturalny maraton dla mnie dobiegł końca. Tak jak obiecałam - wracam!

Na wstępie o maturze słów kilka. Na pewno pierwsza myśl, jaka mi przychodzi do głowy to, to że nie było wcale tak strasznie, jak jest to często przedstawiane uczniom. Jasne, że stres był. Czasem większy, innym razem mniejszy. Jednak wydaje mi się to całkiem naturalne. Po prostu trzeba było go "oswoić" i nie pozwolić, aby przejął kontrolę nad myślami oraz słowami. Jak poszło? Cóż, z ustnych jestem bardzo zadowolona, a co do pisemnych to okaże się dopiero 5 lipca.

I co teraz? Teraz czekają mnie podobno najdłuższe wakacje w życiu. Przede wszystkim spodziewam się pracowitych 10 dni, gdyż właśnie za tyle opuszczam kraj. Przeprowadzam się do Wielkiej Brytanii. Przez te ostatnie dni w Polsce mam do zrobienia multum rzeczy związanych z przeprowadzką. Nie mogę w to uwierzyć, że to się dzieje! Tyle czasu o tym myślałam i stawiałam to sobie jako następny cel. A tu proszę. Zleciało niesamowicie szybko. Chociaż z drugiej strony jak pomyślę sobie jak dużo się nauczyłam przez ostatnie trzy lata w liceum, jak wiele wyrzeczeń i pracy mnie to kosztowało, nie wydaje się, że tak sprawnie to minęło. 

Mimo wszystko, nie czuję praktycznie wcale jeszcze tego, co się sfinalizowało. Nadal przebywam gdzieś pomiędzy nauką a maturami. Wciąż trzyma mnie stres i nie potrafię uwierzyć, że to już koniec obowiązkowej edukacji. Koniec wielu rzeczy. Ale także początek nowej przygody. Samodzielnego życia i wyznaczania sobie nowych celów!



O.