wtorek, 29 grudnia 2015

Uratować od zapomnienia.


Święta, święta i po świętach.. Mam nadzieję, że spędziliście je w wymarzony sposób.
Ale dzisiaj o czymś, czego niestety w Polsce nie dostaniemy. Jest wiele takich przedmiotów. Zawsze bawi mnie to, że jak jestem na Wyspach Brytyjskich i kupię coś, czego akurat nie ma w naszym kraju to po przyjeździe zaraz się pojawia. Było już tak nie raz, a jak wiadomo nie mam na to wpływu.

Jako że jestem ogromną fanką utrwalania wspomnień w najróżniejsze sposoby, pod moją choinką pojawiło się to cudeńko:


Zapytacie, co to jest? Otóż jest to swego rodzaju pamiętnik, który ma utrwalić całe życie. Tak dokładnie całe życie. A patrząc na gabaryty staje się to możliwe.

Jest ładnie wykończony. Nie zdradza od razu swej zawartości. Na samym początku nie mogło zabraknąć kartki dotyczącej nas samych. Znajduje się tam między innymi miejsce na odciski dłoni czy stóp, a nawet zdjęcia USG - cały zamysł opiera się na tym, aby umieścić tam coś z początków istnienia. Kolejna strona ukazuje przestrzeń, gdzie możemy napisać jakie mamy blizny, przedstawić tatuaże. Następnie ukazuje się mapa świata, na której mamy zaznaczyć gdzie mieszkamy/mieszkaliśmy i gdzie byliśmy. Kolejne arkusze służą do wypisania rzeczy typu: edukacja, nagrody i osiągnięcia, prace, przydatne i niepotrzebne umiejętności, a nawet rzeczy, które chcemy zrobić przed śmiercią.  W środku znajdują się po 4 strony, na każdą porę roku, a ponadto miejsce na zdjęcie z danego okresu. Myślę, że pomieściłoby się tam ok. 100 lat. Wydaje mi się, że taki własnie był zamysł. Dokumentowanie tego nie jest zbytnio czasochłonne, ponieważ wystarczy tam zaglądać po każdych 3 miesiącach. Jest to świetna alternatywa dla osób, które nie mają czasu prowadzić codziennych zapisków, a jednak chciałyby utrwalić chwile ze swojego życia.


Myślę, że wszystkie twórcze rzeczy, którymi się zajmuję, staną się kiedyś wspaniałymi pamiątkami i warto poświęcić im czas.


O.

środa, 23 grudnia 2015

Poczuć Magię.

Popłoch w domu, ostatnie porządki oraz przygotowania, bo właśnie jutro siądziemy do Wigilijnego stołu razem z bliskimi. Przy muzyce Michael'a Buble przeprowadziłam ostateczne sprzątanie, a następnie zabrałam się do świątecznej lektury. Co roku, przed tym szczególnym okresem pojawia się kilka pozycji, wartych uwagi. I tak, aby jeszcze bardziej poczuć tę magię, siadam z kubkiem gorącej herbaty i książką.
W wielu miastach znajdują się piękne świąteczne ozdoby, a że temperatura sprzyja i jest przyjemnie, można przejść się wieczorem i podziwiać. Jedyny cel to unikanie całego zgiełku w galeriach handlowych - jest to naprawdę nieznośne dla mnie.


Tymczasem wszystkim Czytelnikom mojego bloga chciałabym życzyć zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia, spędzonych w rodzinnym gronie.


O.

wtorek, 15 grudnia 2015

Popraw się!

Bywa tak, że jesteśmy niezadowoleni ze sposobu nauki angielskiego na przestrzeni naszych lat szkolnych. Niestety jest to coraz częstsze zjawisko. Powiedzmy sobie szczerze – polskie szkoły nie są wykwalifikowane do nauczania języka w stopniu takim, abyśmy byli komunikatywni. Wszyscy skupiają się na egzaminie gimnazjalnym, a później na przygotowaniu do matury. Przykre, ale niestety prawdziwe...
Jakiś czas temu postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i opracowałam sobie plan uzupełniający do zajęć szkolnych. Z chęcią się z Wami nim podzielę:

Filmy po angielsku z angielskim napisami to, coś co w przyjemny sposób wzbogaci Wasze słownictwo. Na początku nie jest łatwo, ale z czasem zauważamy, że potrafimy więcej. Podczas seansów miałam przy sobie notes, w którym zapisywałam słówka, których nie znam, a nie domyśliłam się z kontekstu, co oznaczają. Następnie tłumaczyłam je i się ich uczyłam – tak dodatkowo wzbogacałam słownictwo. Na początek polecam bajki Disney'a, ponieważ nie zawierają skomplikowanej treści.

Książki (zwykle kryminały) są dostępne we wszystkich księgarniach i są dostosowane do poziomu językowego – sami wybieramy stopień zaawansowania. Zazwyczaj na marginesach są wypisane trudniejsze słówka, po to, aby nie odrywać się w czasie czytania. Jeśli jednak ciężko jest wam się zainteresować historiami kryminalnymi, polecam dwumiesięcznik English Matters. Znajdują się w nim ciekawe artykuły na różne tematy. Każdy znajdzie tam coś dla siebie. Słówka są również wypisane i przetłumaczone. Oczywiście najlepiej je sobie przyswoić.
Tradycyjna literatura obcojęzyczna nadaje się świetnie, aczkolwiek nie jestem jej zwolenniczką ze względu na to, że podczas czytania wersji papierowej, muszę się odrywać do słownika. Jednakże znalazałam na to idealne rozwiązanie jakim jest Kindle (czytnik ebooków). Posiada on wbudowany słownik angielsko-angielski. Podczas czytania w obcym języku zawsze ustawiam sobie opcję, aby najczęściej sprawdzane słówka pod względem znaczenia zostały podkreślane, a nad nimi widnieją krótkie wytłumaczenia lub synonimy. Jeśli jednak coś jest niezrozumiałe i niepodkreślone wystarczy przycisnąć i przytrzymać daną frazę. Ukazuje się wtedy chmurka z fragmentem ze słownika. Opcja genialna i bardzo przydatna w czasie nauki.

Zamiana zwykłego słownika polsko-angielskiego czy angielsko-polskiego na angielsko-angielski również w moim przypadku sprawdziła się, podczas poszukiwań wśród nieznanego słownictwa.

Jest wiele sposobów na produktywną naukę słownictwa – u mnie najlepiej sprawdzają się fiszki. Schemat nauki jest bardzo prosty, słówka są zapisywane pojedynczo więc ma to przejrzystą formę.

Może macie jakieś wypróbowane sposoby nauki języków? Z chęcią się z nimi zapoznam! Zapraszam do komentowania ; )


sobota, 12 grudnia 2015

Booombki!


Tak jak obiecałam przygotowałam dla Was krótki przewodnik, jak własnoręcznie wykonać świąteczne bombki!

Potrzebne przedmioty:


  • styropianowe bombki (polecam te, bez śliskiej powierzchni)
  • klej do decoupage lub do stosowania na różnych powierzchniach, przezroczysty
  • farba akrylowa
  • nożyczki
  • serwetki świąteczne lub papier do decoupage
  • długie wykałaczki
  • zawieszki do bombek
  • pędzle - do malowania oraz do kleju
  • sznurek lub nitka

Wykonanie:
  1. Najpierw wbijamy wykałaczkę w dół bombki, po to abyśmy nie dotykali jej powierzchni podczas malowania;
  2. Nakładamy farbę akrylową i czekamy do wyschnięcia. Osobiście umieszczam moje bombki na wykałaczkach w doniczce - najlepiej się tam trzymają;
  3. W razie potrzeby, po wyschnięciu pierwszej warstwy, nakładamy drugą;
  4. Wycinamy wybrane wzory, następnie oddzielamy warstwy, tak aby została nam tylko ta barwna (mogą zostać dwie)
  5. Nakładamy klej na pędzel i przytrzymując wycięty wzór na bombce, kolorową stroną do góry, nanosimy go na całość i przejeżdżamy kilka razy, aż serwetka nie będzie się odklejała;
  6. Gdy na większej bombce chcemy umieścić duży wzór, możemy go naciąć w kierunku do środka. Nie martwcie się, w czasie przyklejania nie będą one widoczne;
  7. Powtarzamy czynności, aż do momentu, kiedy uzyskamy oczekiwany efekt;

  8. W między czasie możemy przymocować zawieszkę;
  9. Trzymając za zawieszkę wypełniamy lub przyklejamy fragment serwetki, aby ukryć ślad po wykałaczce;
  10. Nawlekamy zawieszkę na sznurek lub nitkę i wieszamy w miejscu, gdzie nie będzie się z niczym stykała i będzie mogła spokojnie wyschnąć (czas schnięcia to zwykle 48h).


 


W razie problemów i wszelkich pytań proszę pisać. Postaram się pomóc : )


O.

środa, 9 grudnia 2015

Coraz bliżej święta..

Czy macie już przygotowane prezenty dla Bliskich? A może robicie dopiero listy zakupów? Jeśli nie posiadacie jeszcze zupełnie nic, ten mini poradnik może Wam w tym pomóc.

Jak co roku dla przyjaciół i rodziny prezenty przygotowuję własnoręcznie.

W zależności od tego, na co się zdecyduję, tworzę kartki świąteczne lub decoupage bombek.

Jeśli chcecie podarować coś od siebie, ta pierwsza opcja jest łatwiejsza do wykonania. Wystarczy kilka arkuszy np. papieru wizytówkowego, drobne ozdoby, kolorowy papier, klej, nożyczki oraz szczypta wyobraźni. Oczywiście wskazane jest, aby urozmaicić je pięknymi życzeniami.


Druga opcja brzmi trochę bardziej skomplikowanie, ale w rzeczywistości wcale tak nie jest. Są to bombki, które tworzę techniką decoupage. W najbliższym czasie postaram się wstawić instrukcję, abyście również mogli podarować takie urocze upominki.

Jeżeli nie czujecie się na siłach, aby wykonać coś własnoręcznie polecam poniższą listę, która pomoże w trafnym wyborze.

Bliska osoba dużo czyta? Oczywistą propozycją jest książka. Dosyć sporym wyzwaniem staje się jej wybór. Gdy mamy możliwość, możemy zawsze podejrzeć, co kto czyta. A jeśli nie, to proponuję zajrzeć na listy bestselerów. Myślę, że każdy znajdzie tam to, czego szuka. Jeżeli kompletnie nie czujemy się w podejmowaniu takich decyzji, warto poprosić o pomoc osobę w księgarni. Czasem trafiają się tam naprawdę pracownicy z pasją.

Ze względu na zbliżające się Święta, w drogeriach można znaleźć wiele zestawów z kosmetykami zarówno dla kobiet jaki i mężczyzn. Może to będzie właśnie ten idealny podarunek? Jeśli wahamy się, który będzie odpowiedni, przejrzyjmy czego używają bliskie nam osoby. Naprawdę warto przemyśleć właśnie ten zakup.


Kolejnym pomysłem jest kalendarz na nadchodzący rok. Częściej jest to upominek dla pań, niż dla panów, ale nie ma tutaj reguły. Już ponad miesiąc temu zaczęły się one pojawiać w księgarniach, a ich wybór przyprawia o ból głowy niejedną osobę. Dla mnie kalendarz stał się nierozłącznym elementem na każdy rok. Dlatego, z czystym sumieniem mogę polecić te autorstwa: Ewy Pawlikowskiej – z pozytywnymi myślami oraz Reginy Brett – z lekcjami i myślami na każdy dzień. Zauważyłam również typowe terminarze jeździeckie oraz wędkarskie – może macie takich pasjonatów w rodzinie lub wśród przyjaciół?


Uniwersalnym pomysłem według mnie jest zakup dużego słoika, do którego możemy włożyć upieczone przez nas ciasteczka. Myślę, że nawet najbardziej wybredny łasuch nie pogardzi takim upominkiem.

Jeśli mimo tego nadal czujecie się niepewnie w wyborze upominku, może warto zapytać czego bliscy akurat potrzebują.

PS Służę pomocą w wyborze książek, wystarczy napisać ; )


O.

niedziela, 6 grudnia 2015

Kultura artystyczna.

Kultura – coś z czym obchodzimy się na co dzień mniej lub bardziej, czasem nie zwracając na to uwagi. Cała twórczość różnych ludzi. Ich artystyczne wizje. Dlaczego o tym piszę? Bo jest to dla mnie ważny temat, który towarzyszy mi od zawsze. Wiąże się w dużej mierze z wrażliwością na twórczość innych osób. Co mam na myśli pisząc o tym?

Muzyka. Z nią mamy chyba największą styczność, bo towarzyszy nam nie tylko podczas podróży - tych długi lub krótkich, ale również w domu. Każdy słucha czegoś innego, ma ulubionych artystów czy zespoły. Ale z czym to się wiążę? Z tym, że tekst piosenki do nas dociera? A może melodia jest wpadająca w ucho? To co nas wyróżnia, to możliwość wyboru między gatunkami, artystami. Bardzo często zastanawia mnie to, jak kształtują się muzyczne gusta. Czym jest to uwarunkowane?Jak to jest, że jedna piosenka jest na szczytach list – podoba się dużej ilości społeczeństwa, a dla mnie stanowi nieporozumienie? A ta niedoceniona, nigdy nie puszczona w radiu jest dla mnie najwspanialszą?

Filmy. Tutaj kwestia upodobań jest dla mnie bardziej zrozumiała. Jeśli kogoś nie interesuje historia – nie będzie oglądał filmów o tej tematyce. Co bierzemy pod uwagę idąc do kina? Najczęściej zainteresowanie krótkim opisem fabuł jak i gatunkiem. Co ciekawe nie ma też na to 100% reguły.
Corocznym ewenementem są dla mnie obrazy nominowane do Oscara. Od kilku lat śledzę to bardzo intensywnie. Nasuwają mi się różne myśli i wnioski. Przede wszystkim, że co roku trafia się film, który ile razy bym nie oglądała, nie daję rady w nim znaleźć ''tego czegoś''. Jego fenomen nie jest po prostu dla mnie zrozumiały. Mimo to, uważam że są filmy, które każdy powinien przynajmniej raz obejrzeć. Wychodzę z założenia, że ekranizacje poszerzają nasze horyzonty artystyczne.


Książki. Bardzo ubolewam na faktem, że coraz mniej ludzi czyta. Nie potrafię się z tym pogodzić i tego zrozumieć. Dla mnie jest to nie do pomyślenia, jeśli rozmawiam z kimś, a osoba mi oznajmia, że nie czyta, bo nie lubi. Jasne, każdy ma prawo robić to, co mu się podoba. Nie umiem sobie jednak przetłumaczyć jak to jest, nie przenosić się do innego, wykreowanego przez autora świata? Jak to jest nie chcieć poznać punktu widzenia bohaterów na różne sprawy? 
Wchodząc do księgarni, z chęcią zaadoptowałabym wszystkie lektury. Żadną bym nie wzgardziła. Każda przeniosłaby mnie w inne miejsce. Wychodzę również z założenia, ze trzeba przeczytać też ''mniej udane'' książki, żeby docenić te wyjątkowe. Czytadła towarzyszą mi każdego dnia. Są najlepszą formą relaksu i odskocznią od codziennych problemów i spraw. 

Taniec. Jest dla mnie formą nie do końca zrozumiałą, chociaż bardzo szanowaną. Może wiąże się to z tym, że nie odnajdywałam się nigdy w nim, nawet gdy uczęszczałam na zajęcia. Nie czuję tego. Za to dostrzegam w nim inne walory artystyczne. Skupiam się na tym, ile pracy trzeba było włożyć w to, co teraz oglądam. Kiedy tylko mam możliwość, wyjeżdżam do sąsiednich miasta, aby obejrzeć balet. Jest to dla mnie coś niesamowitego! I wydaje mi się, że ze wszystkich rodzajów tańca, to właśnie on sprawia, że zapiera mi dech w piersiach. I tutaj oczywiście nie mogę zapomnieć o tym jak ważną jego część stanowi muzyka.


Formy teatralne. Nie często zdarza się, aby przedstawienie jest w pełni zrozumiałe przez widownię. I chyba dlatego nie przepadam za tego typu sztuką. Nie jestem też w stanie, skupić się na tym czy ktoś ''dobrze'' gra. Po prostu się na tym nie znam. Doceniam natomiast zawsze pracę oraz stroje, które właśnie w tym miejscu są niezastąpione. 
Jednak uczestnicząc ostatnio w musicalu, który miał miejsce w filharmonii byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Nie spodziewałam się, że spodoba mi się do tego stopnia, że postanowię uczęszczać tam regularnie. Młodzi ludzie śpiewający na żywo, piękny podkład w postaci muzyki klasycznej, granej na miejscu, cała organizacja i większe zrozumienie przekazu.


O.

wtorek, 1 grudnia 2015

Co przynosi grudzień?

Mamy dzisiaj pierwszy dzień dwunastego miesiąca roku. Czy powinniśmy się tym radować? Myślę, że każdy odpowie sobie sam na to pytanie, tymczasem chciałabym napisać o tym, co mi właśnie przychodzi na myśl, gdy słyszę słowo Grudzień..

Na pewno śnieg, który hipotetycznie powinien już spoczywać na ziemi, ale jak wiadomo, nie mamy na to wpływu, chociaż może po części przez globalne ocieplenie. Niestety nie jestem zorientowana jeśli chodzi o emisję dwutlenku węgla do atmosfery.  Wszędzie rozbrzmiewające ''All I want for Christmas'', nie ma witryny sklepowej, która nie przypominałaby o Świętach. Na termometrach mamy coraz niższe słupki rtęci, przyszła pora na szaliki i rękawiczki. 
To o czym piszę powyżej jest powierzchowne, a co tak naprawdę oznacza dla mnie ostatni miesiąc roku?

Przede wszystkim jest to ostatni dzwonek, aby skorzystać z uroków bycia młodszym – po nowym roku nasza cyferka leci w górę. Tak to już jest, że czas leci nieubłaganie, a my nie możemy nic zrobić, aby go zatrzymać. Im jesteśmy starsi, tym szybciej leci.. Chociaż jest jedna rzecz, która może go spowolnić – jest to myślenie o tym, ile rzeczy się wydarzyło, ile się nauczyliśmy, ile skrajnych emocji przeżywaliśmy przez ostatni rok. Wtedy wydaje nam się, że to wcale tak sprawnie nie leciało. 
Nawet gdy spojrzymy na to. ile zajęło nam wyczekiwanie ważnych dla nas wydarzeń.

Następnym aspektem jest to, iż zaczyna się więcej myśleć o ludziach potrzebujących. Jest wiele zimowych akcji charytatywnych, w których biorę udział. Wiele osób twierdzi, iż taka forma pomocy jest egoistyczna – niby myślimy o innych, a tak naprawdę sprawiamy, że czujemy się przez to lepiej. Oczywiście, każdy ma prawo do swojego zdania. Dla mnie pomoc bliźniemu jest normalna – tak już zostałam wychowana. Jest to coś, o czym pamiętam przez cały rok, a w szczególności właśnie teraz. Moja filantropijna dusza nie pozwala mi nawet na moment zapomnieć o tym, aby choć w małym stopniu zapewnić ludziom szczęśliwsze chwile.

Średnio podoba mi się zgiełk w sklepach, dlatego prezenty kompletuję z około dwumiesięcznym wyprzedzeniem. Rzadko bywa, że coś robię na ostatni moment – nie lubię tego. 


Nie wiem skąd się u mnie wziął ogromny sentyment do piosenek, które mają premierę zimą. Nie do wszystkich oczywiście, ale jest wiele takich, które sprawiają, że gdy jadę autem, świecą się latarnie to czuję, że właśnie ta melodia dopełnia wszystko to, co dzieje się dookoła. Przepełnia mnie wtedy dziwne uczucie, że wszystko jest na swoim miejscu.

Grudzień jest przede wszystkim okresem, kiedy z niecierpliwością czekam na nadejście Świąt. Co wiążę się również z odpoczynkiem od pracy i szkoły. Mimo ogromu obowiązków, które czekają w domach, te kilka dni są przepełnione zapachem i atmosferą Bożego Narodzenia.

A co za tym idzie, wyczekujemy Nowego Roku, licząc, że będzie równie udany, a nawet lepszy niż poprzedni. 


O.

sobota, 28 listopada 2015

Masz możliwość? Poznawaj!

Podejrzewam, iż wiele z Was wie czym jest MUN, a jeśli nie, to koniecznie przeczytajcie dzisiejszy wpis. 
MUN czyli Model United Nations. Innymi słowy możliwość (zwykle na 3 dni), zamienienia się w dyplomatów ONZ z danego kraju. Delegacje zwykle liczą po 3 osoby, chociaż zdarzają się też 2-osobowe. Następnym ważnym elementem jest to, że między sobą dzielimy się na komitety: 
SISMUN 2015
  •  Human Rigths Committee (HR)
  •  Economic and Social Committe (ECOSOC)
  •  Political Committee (PC)

Na każdym MUNie występują inne główne tematy, na które się dyskutuje. 
Zgodnie z poglądami wybranego państwa, zaczynają powstawać koalicję, a następnie całą grupą układamy rezolucję. Zostanie ona (jak i inne) przedstawiona podczas ogólnego zebrania, w którym znów będą uczestniczyć wszyscy delegaci, głosując za tym, aby przeszła lub nie.
Oczywiście obrady prowadzone są w języku angielskim.

Całe przedsięwzięcie nie tylko pomaga rozwijać się językowow, ale zawarte przez te kilka dni znajomości, potrafią się przerodzić w ponadczasowe przyjaźnie. W dobie internetu, facebooka nie jest trudno utzrzymać takie kontakty, nawet te zagraniczne. 
Atmosfera tam panująca jest tak wciągająca, że kto raz uczestniczył w obradach – regularnie jeździ po Polsce i po świecie, aby brać w nich udział.

To niesamowite ile młodzi ludzie mają do przekazania oraz zaprezentowania. W końcy to 'My' jesteśmy przyszłością tego świata.

Jeśli zastanawiasz się nad tym czy wziąć udział – nie wahaj się! Nawet jeśli Twój angielski nie jest perfekcyjny, nie jest to powód, aby nie spróbować. Zawsze możesz wybrać bezkonfliktowy kraj, choćby po to, aby się osłuchać i nabrać większej pewności siebie!


O.

wtorek, 24 listopada 2015

Jak zmienić swoje życie zrzucając zbędne kilogramy.

Tytuł brzmi banalnie, nieprawdaż? Nie chodzi tu jednak tylko o utratę wagi, ale również o to, co możemy zrobić dla swojego organizmu.
Ponad rok temu, dokładnie 1 września podjęłam chyba jedną z bardziej wpływowych na moje życie decyzji. Po wakacjach, podczas których zdecydowanie przegięłam z ilością cukru i węglowodanów w mojej codziennej diecie, postanowiłam, że tak dalej być nie może. Stając na wagę również nie byłam zadowolona. I to nie były moje widzimisie – zawsze siebie akceptowałam i czułam się ze sobą dobrze, nawet posiadając te zbędne kilogramy. Jednak mój organizm dyktował mi zupełnie coś innego – moje wyniki badań nie były złe, ale od wielu lat zmagałam się z podwyższonym poziomem TSH (hormony tarczycy) – zapytacie, co to ma do sposobu odżywiania? Jak się okazało później, bardzo wiele.
Pierwszym widocznym przełomem było to, że chudłam 1,5kg tygodniowo. Co w ogólnym rozrachunku dało mi 10kg mniej, a co najważniejsze czuję się znacznie lepiej i jestem zadowolona, że traktuję lepiej swój organizm.

Dla Wszystkich, którzy chcieliby coś zmienić mam kilka przetestowanych rad:
  • Spożywam 5 posiłków dziennie, regularnie co ok. 3 godziny, przy czym ostatni nie później niż o 19.30; z tym, że w czasie zrzucania kilogramów mój układ wyglądał tak:
  1. Śniadanie: węglowodany/mięso/warzywa/owoce – do wyboru
  2. Drugie śniadanie: owoc
  3. Obiad: mięso + warzywa
  4. Podwieczorek: jogurt + owoce / sok warzywny
  5. Kolacja: mięso + warzywa
Ten schemat tyczy się stadium zrzucania wagi. Po uzyskaniu odpowiadającej mi masy, do obiadu i kolacji dodałam węglowodany. Nie spodziewałam się, że gdy je wprowadzę, będę dalej chudła – ale tak właśnie się stało. Mój efekt końcowy to 5kg + 5kg = 10kg!
  • Zamieniłam białe pieczywo na ciemne;
  • Ograniczyłam słodycze do minimum; 
  • Nie smażę – piekę lub gotuję;
  • Unikam tłustych potraw;
  • Warzywa i owoce zostały moimi przyjaciółmi;
  • Wypadły napoje gazowane;
  • Piję ok. 2 litrów wody;
  • Cukier biały zastępuję miodem, a przy wypiekach cukrem trzcinowym.
Po prostu zaczęłam dbać o to co jem, jak jem i skąd pochodzi to jedzenie.

Co do moich wcześniejszych wyników, pół roku po tym jak moja waga się ustabilizowała, zrobiłam badania. Po raz pierwszy moje TSH mieściło się w normie. Bez leków, bez lekarzy samo się unormowało (najprawdopodobniej przez odstawienie wyrobów z pszennej mąki).
No i co najważniejsze nie było miejsca na efekt jojo!

Wszelkie genialne i szybkie przepisy, z których korzystam do teraz oraz opisy diet znajdują się w książce Pani Magdaleny Makarowskiej. To dzięki Niej zmieniłam swoje życie – serdecznie polecam!


O.

sobota, 21 listopada 2015

Koc, spanie i...

Nie da się ukryć, iż jesień nie jest najsympatyczniejszą porą roku – wręcz przeciwnie dla mnie jest okresem czasu, który mógłby nie istnieć. Wieczny deszcz, plucha oraz konieczność przyzwyczajenia się do panujących warunków. Z dnia na dzień coraz wcześniej robi się ciemno, więc organizacja pracy po szkole skupia się na tym, że idę zrobić z założenia 26 minutową drzemkę, z której robi się często godzinna. Nie ukrywam, że organizacja w takie dni stanowi nie lada wyzwanie. Nawet weekendy wydają się być krótsze, wyrabiam się ze zrobieniem mniejszej ilości rzeczy. A może to ostatnia klasa tak działa? Może nie warto zrzucać wszystkiego na jedenasty miesiąc roku?


Dotkliwie doskwiera mi brak spokojnych, sobotnich przedpołudni, kiedy to będąc w mojej ulubionej piżamie, zawijałam się w koc ze słynnym kubkiem gorącej czekolady i dobrą książką. Liczę na to, że jako studentka będę miała więcej czasu dla siebie. 
Można pomyśleć, że jest to kwestia gospodarności, aby zrobić wszystko, co się chce. Okej – zgadzam się. Ale nie, będąc w klasie maturalnej, gdzie liczba zadań, prac klasowych i powtórek skłania do refleksji dotyczących tego, że doba powinna trwać czterdzieści osiem godzin – może wtedy zdążyłabym ze wszystkim. Najgorszą rzeczą okazuje się poczucie, gdy leży się już w łóżku, że czegoś się nie zrobiło, nie zawsze, bo się nie pamiętało, ale ze zwykłego braku czasu.

Końcówka roku zawsze wydaje mi się mało wydajnym okresem, kiedy to wszystko skłania się ku jednemu – spaniu. Jest to jedna z najważniejszych potrzeb fizjologicznych człowieka, więc nie wiem, czy walka z samym sobą jest trafionym pomysłem. Zostaje jeszcze kawa – o tak! Wynalazek, który uratował już na pewno nie jednego ucznia, studenta podczas sesji czy lekarza. Ale ile hektolitrów można w siebie wlać? Poza tym nie jest to najzdrowsze wyjście.

Cel na najbliższe dni? Znalezienie życiowej równowagi..
 


O.

środa, 18 listopada 2015

Prawo..?

Powszechnie wiadomo, że w Polsce mamy prawo do wolności słowa, które odnosi się również do jego poszanowania przez inne osoby. Jednak w praktyce prezentuje się to raczej średnio. Wiele razy wyrażając swoją opinię, spotkałam się brakiem szacunku w stosunku do prezentowanych poglądów na dany temat. W tym co głoszę, nie zmuszam nikogo do tego, aby się z tym zgodził i przytaknął, bo dyskusje są bardzo budujące. Jednakże chwilami mam dość tego, iż społeczeństwo z góry stwierdza, że jest to niedobre, złe i beznadziejne, chociaż nie poznają mojego punktu widzenia.
 
Dużym problemem jest również to, iż wiele osób nie potrafi czytać ze zrozumieniem, z czego bierze się wiele nieporozumień. Pozwólcie każdemu mieć swoje zdanie! Nie ważne jest to, że Wam się nie podoba, nie jest zgodne z Waszymi przekonaniami – jest to pogląd innego człowieka, więc powinniśmy go szanować. Tak jak wyżej pisałam, ożywiona rozmowa na dany temat jest bardziej wartościowa niż bezmyślna kłótnia pt. „Ty nie masz racji i Twoja racją jest gorsza niż moja”. 

Jeszcze gorsze jest to jak ludzie nagle stają się specjalistami od wszystkiego, chociaż nie mają pojęcia na dany temat. Zauważyłam również tendencję do tego, iż na przykład nieznajome mi osoby zaczynają mnie pouczać, bo przecież to one tyle wiedzą i uważają się za znawców danego tematu.
Nie ma nic złego w tym, że ktoś powie mi – nie podoba mi się Twój blog, bo... albo powinnaś skupić się na tym, a nie na tym. W porządku jeśli tak uważasz, to Twoje zdanie. Ale jak dla mnie najważniejsze jest uzasadnienie swoich poglądów. To właśnie z tego można wyciągnąć wnioski na przyszłość. 

Niestety to wszystko, co napisałam nie zmienia faktu, że ludzie w naszym kraju nie szanują się nawzajem. A to sprawia, że czasem jestem świadkiem, a innym razem ofiarą tego typu braku respektu do innego myślenia i światopoglądu.


O.

niedziela, 15 listopada 2015

Kreując przyszłość.

Zastanawiając się nad różnymi drogami mojego życia, w piątek udałam się do Warszawy. Czemu akurat tam? Gdyż British Council organizował w Centrum Nauki Kopernika „Targi Edukacyjne Brytyjskich Szkół i Uczelni”. Pomijając fakt, że do stolicy mam 6 godzin drogi, wsiadłam do pociągu i udałam się na tamtejsze wykłady. Cieszę się, że miałam możliwość uczestniczyć w nich, ponieważ dowiedziałam się praktycznie wszystkiego, czego chciałam.
Pierwszy wystąpienie, w którym uczestniczyłam dotyczyło egzaminu IELTS (uznawany na całym świecie test poziomujący z angielskiego). W niemal wszystkich brytyjskich uczelniach to właśnie on jest wymagany, aby potwierdzić nasze umiejętności językowe. Prezentację oraz mowę opracowała osoba pracująca właśnie w BC, zajmująca się przygotowywaniem do wyżej wymienionego egzaminu. Oprócz użytecznych ulotek i materiałów, które dostawaliśmy, prowadzący pokazywał jak rozwiązywać przykładowe zadania, na co zwrócić uwagę. Organizacja na piątkę z plusem!
Z kolei drugie spotkanie dotyczyło zagadnienia, jak dobrze napisać Personal Statement (swego rodzaju list motywacyjny, który dołącza się do podania na studia). No i tu spotkało mnie rozczarowanie, jednak nie wiem czy dlatego, że tych informacji byłam już świadoma, a może faktycznie nie było to zbyt trafnie przygotowane. 
Następnie udałam się do stoisk uniwersytetów, które przybyły właśnie z Wielkiej Brytanii. Można było porozmawiać tam z pracownikami poszczególnych uczelni oraz zebrać informację dotyczące kierunków, opłat itp. Zrobiłam jedną rundkę i udałam się w kierunku wyjścia, gdyż sam uniwersytet mam już wybrany. 
Był to na pewno dobrze spożytkowany dla mnie czas.


Nie pozostaje mi nic innego jak rozpocząć wielkie przygotowania do IELTS : )

Jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej o IELTS zajrzyjcie na stronę: https://www.britishcouncil.pl/egzaminy/ielts


O.

wtorek, 10 listopada 2015

/ˌəʊˈpeəɼ/

Dwa lata temu podczas 28 godzinnej podróży powrotnej z Anglii, poznałam bardzo sympatyczną blondynkę, z którą od razu złapałam świetny kontakt. Po krótkiej rozmowie, okazało się, że wraca do swojej ojczyzny po rocznym pobycie w brytyjskiej wsi jako Aupair. Pewnie wielu z Was zapyta, co to takiego jest. Już tłumaczę.

Aupair to po prostu opiekunka do dzieci – ale nie tak zwyczajna, jak może się na pozór wydawać. Jest to osoba, która przez dany czasu, mieszka wraz z obcymi dla niej ludźmi i zajmuje się ich dziećmi. Rodzina goszcząca w zamian za dozór nad pociechami oraz drobnymi pracami domowymi, zapewnia nocleg, wyżywienie oraz kieszonkowe.
Brzmi nieźle? A to tylko niektóre z dobrodziejstw, jakie czekają na uczestnika programu. Oprócz poznania kultury i obyczajów panujących w kraju, do którego wyjeżdżamy, mamy niepowtarzalną możliwość oszlifować obcy język. A to nie wszystko. Często rodzina umożliwia uczestnictwo w kursach językowych. Może się również zdarzyć, iż host family będzie wyjeżdżała na wakacje, na które razem z nim wyjedziecie. 

Ten program to niesamowita okazja na rozwinięcie swoich skrzydeł. Językowo jak również społecznie. Zdając sobie z tego sprawę, sama rozważam uczestnictwo w nim. Ale jak zacząć?
Na pewno od wybrania agencji, z którą podpiszemy umowę oraz która będzie odpowiedzialna za znalezienie nam idealnej rodziny.
Dobrą formą pomocy okazało się zestawienie biur.



Po podjęciu decyzji, czeka na Was proces podpisywania umowy oraz poszukiwania tej jedynej i wyjątkowej host family.

Osobiście podjęłam wstępną decyzję dotyczącą wyboru agencji, lecz słowo się jeszcze nie rzekło. Nie jestem zdecydowana, aby jechać. Na pewno stanowi to dla mnie swego rodzaju plan B. A co z tego wyjdzie – dopiero się okaże.


O.

piątek, 6 listopada 2015

Czas. Los. Przeznaczenie.

Wraz z początkiem września w mojej głowie znajdowało się wiele koncepcji, przemyśleń i planów dotyczących nadchodzącego roku szkolnego. Od tego czasu przeminęły 2 miesiące. Nie mam pojęcia, kiedy to minęło. Widać, że czas płynie nieubłaganie, a My jesteśmy coraz starsi. Przede mną aż, albo tylko 35 tygodni, chyba najbardziej pracowite w moim dotychczasowym życiu.

Gdy z dumą, po pierwszej klasie wybierałam swoje przedmioty realizowane na poziomie rozszerzonym, nie myślałam, że moje życie zmieni się o 180º. Szczerze? Utknęłam w punkcie, w którym na nic nie jestem zdecydowana. Mam mnóstwo pomysłów na siebie, ale który jest najlepszy? Myślałam o tym, aby zaraz po maturze wyjechać jako Aupair. Podjęłam kroki zmierzające ku temu, jednak ze składaniem papierów muszę jeszcze trochę poczekać. Zastanawiam się również cały czas nad studiami w Wielkiej Brytanii. Zaczęłam zagłębiać się w skomplikowany świat brytyjskiego naboru na studia. Ale o tym później. Gap year również wydawał się fantastyczną opcją – właśnie ''wydawał się''. Nie najgorszym planem było również pozbieranie informacji o kursach językowych

Interesując się wieloma rzeczami otwiera się przede mną wiele furtek. Wydaje mi się jednak, że zbyt wiele, abym podjęła decyzję akurat teraz. Rozmyślam, stawiam cele, szukam, dyskutuję. Jednak nie planuję. Z planami już tak jest, że lubią się zmieniać. Samoistnie. Bez naszej wiedzy i zgody. W tym wszystkim trzeba być pewnym – nie tylko siebie, ale i swoich decyzji, a co za tym idzie brać za nie pełną odpowiedzialność i liczyć się z konsekwencjami.
Przez tyle lat dziwiłam się ludziom, którzy nie potrafili stwierdzić, po tylu latach nauki, co chcą robić. 
A teraz ja jestem właśnie w tym miejscu. Myślę, że nie jest to tylko mój problem. Obserwując moją klasę, z dnia na dzień, ludzie, którzy desperacko dążyli do spełnienia swych marzeń – poddawali się, odpuszczali, zauważali inne rozwiązania.


I pośród tych osób jestem właśnie ja. Co los przyniesie dowiem się w nadchodzących miesiącach... 

Nie oznacza to jednak, że nie mogę skierować przeznaczenia na odpowiednie tory.

O.