sobota, 21 listopada 2015

Koc, spanie i...

Nie da się ukryć, iż jesień nie jest najsympatyczniejszą porą roku – wręcz przeciwnie dla mnie jest okresem czasu, który mógłby nie istnieć. Wieczny deszcz, plucha oraz konieczność przyzwyczajenia się do panujących warunków. Z dnia na dzień coraz wcześniej robi się ciemno, więc organizacja pracy po szkole skupia się na tym, że idę zrobić z założenia 26 minutową drzemkę, z której robi się często godzinna. Nie ukrywam, że organizacja w takie dni stanowi nie lada wyzwanie. Nawet weekendy wydają się być krótsze, wyrabiam się ze zrobieniem mniejszej ilości rzeczy. A może to ostatnia klasa tak działa? Może nie warto zrzucać wszystkiego na jedenasty miesiąc roku?


Dotkliwie doskwiera mi brak spokojnych, sobotnich przedpołudni, kiedy to będąc w mojej ulubionej piżamie, zawijałam się w koc ze słynnym kubkiem gorącej czekolady i dobrą książką. Liczę na to, że jako studentka będę miała więcej czasu dla siebie. 
Można pomyśleć, że jest to kwestia gospodarności, aby zrobić wszystko, co się chce. Okej – zgadzam się. Ale nie, będąc w klasie maturalnej, gdzie liczba zadań, prac klasowych i powtórek skłania do refleksji dotyczących tego, że doba powinna trwać czterdzieści osiem godzin – może wtedy zdążyłabym ze wszystkim. Najgorszą rzeczą okazuje się poczucie, gdy leży się już w łóżku, że czegoś się nie zrobiło, nie zawsze, bo się nie pamiętało, ale ze zwykłego braku czasu.

Końcówka roku zawsze wydaje mi się mało wydajnym okresem, kiedy to wszystko skłania się ku jednemu – spaniu. Jest to jedna z najważniejszych potrzeb fizjologicznych człowieka, więc nie wiem, czy walka z samym sobą jest trafionym pomysłem. Zostaje jeszcze kawa – o tak! Wynalazek, który uratował już na pewno nie jednego ucznia, studenta podczas sesji czy lekarza. Ale ile hektolitrów można w siebie wlać? Poza tym nie jest to najzdrowsze wyjście.

Cel na najbliższe dni? Znalezienie życiowej równowagi..
 


O.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz