piątek, 18 marca 2016

Wszystko się może zdarzyć.

Piszę dopiero dzisiaj, gdyż we wtorek bardzo późno wróciłam do domu, a poza tym musiałam ochłonąć po ogromnej niespodziance. Ale zacznę od początku.

Jakiś czas temu razem z dwoma dziewczynami ze szkoły brałyśmy udział w Olimpiadzie Kreatywności. Nie jest to konkurs uznawany przez uczelnie tak bardzo jak olimpiady przedmiotowe. Mimo to chciałyśmy wziąć udział. Przechodząc do eliminacji okręgowych dowiedziałyśmy się, że laureaci będą reprezentować Polskę na etapie międzynarodowym w Toronto w Kanadzie. To brzmiało naprawdę niesamowicie. Wszystko potoczyło się na naszą korzyść i udało nam się zakwalifikować do eliminacji III stopnia – centralnych. Była to ogromna niespodzianka, bo jednak tytuł finalisty nie chodzi piechotą. Na co dzień żadna z Nas nie ma za dużo czasu, aby oddawać się swoim pasjom, a jednak mogłyśmy wykazać się artystycznie właśnie w tym konkursie. Tam liczy się przede wszystkim pomysł i kreatywne podejście do trzech zadań.

Jadąc we wtorkowy poranek nie byłyśmy nastawione na nic wielkiego. Dla Naszej drużyny liczyło się przeżycie ciekawej przygody. Po przyjeździe do Poznania, wylosowałyśmy stół numer 4. Wraz z nami na ogromnej sali było pięćdziesiąt zespołów z całej Polski. Najpierw czekały Nas wykłady, które miały naprowadzić uczestników na odpowiednie tory. Później przeszliśmy do rywalizacji.

Dziewięćdziesiąt minut. Trzy zadania. Trzy dziewiętnastolatki. Miałyśmy ręce pełne roboty. Jednakże każda na kartkach zostawiła cząstkę siebie, swojej wrażliwości i przede wszystkim kreatywności. Byłyśmy zadowolone z Naszych dzieł. Jeśli chodzi o wykonanie postawiłyśmy na prostotę tj. ołówki, długopisy, kredki. Bycie kreatywnym nie polega na używaniu jak najbardziej wymyślnych materiałów. Liczy się pomysł.

Do gali i ogłoszenia wyników miałyśmy naprawdę sporo czas. Te pięć godzin postanowiłyśmy spędzić na zwiedzaniu Poznania. Knajpek, kawiarni a także Starego Browaru. Nie mogłyśmy się doczekać, nie ukrywam, że cały czas chodziło mi to po głowie.


Gdy wybiła godzina osiemnasta, siedziałyśmy już z niecierpliwością w sali i czekałyśmy na ostateczne wyniki. Najpierw tytuły finalisty z wyróżnieniem, następnie przyszła kolej na laureatów i.. usłyszałyśmy numer 4 – czyli Nasz stół. Nie mogłyśmy w to uwierzyć, a pierwszą myślą było to, że jedziemy do TORONTO! W najśmielszych snach nie przepuściłabym, że zostaniemy dostrzeżone na tle wszystkich uczestników. Jasne, myślałam, że jakby było super dostać okazję reprezentowania Polski i zwiedzenia odległego kontynentu. Jednak nie mogłam w to uwierzyć, odbierając zaświadczenie laureata ogólnopolskiego i finalisty międzynarodowego, że to się dzieje naprawdę! 


Jeszcze kilka dni wcześniej rozmawiałam w szkole, że nie mamy żadnych szans. Chyba powinnam bardziej uwierzyć w siebie. Myślę, że dla naszej wymarzonej drużyny była to ogromna niespodzianka. Pewnie nawet nie byłyśmy świadome tego, jakie artystyczne a zarazem kreatywne dusze posiadamy. 
Teraz tylko pozostaje Nam czekać na wrześniowy wyjazd.


O.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz